
Wpadła mi niedawno w ręce książka Eleny Ferrante Przygodne rozważania. To zbiór 51 felietonów, które autorka publikowała co tydzień na zamówienie czasopisma „The Guardian” od stycznia 2018 do stycznia 2019 roku. Oryginalność tego cyklu polega na tym, że tematy poruszane przez Ferrante były – na jej wyraźną prośbę – sugerowane przez redakcję. Te niejako „zadane” wątki miały uruchomić wyobraźnię autorki, wzbudzić logiczny ciąg słów i skojarzeń i zaowocować stałą rubryką w czasopiśmie. Tak też się stało.
Nie każdy tekst napisany przez Ferrante mnie wciągnął, nie wszystkie tematy autorka rozwinęła po mojej myśli. Nie do końca podoba mi się też jej styl. Jest jednak kilka felietonów, w których spotykamy się z pisarką na podobnym gruncie. W Pamiętniku rozpoznaję swoje obawy i radości, jakie towarzyszyły mi przy spisywaniu własnych myśli na papierze. Moje pamiętniki z okresu liceum nadal stoją na najwyższej półce w salonie, ale do nich nie zaglądam. W Córkach podoba mi się szczególnie pierwsze zdanie: „Lubię rozpoznawać siebie w moich córkach i jednocześnie widzieć, jak na wszelkie sposoby usiłują być inne”. W Wykrzykniku zdumiała mnie analiza funkcji znaku przestankowego. Jest też kilka tekstów o kinie (np. o Solaris czy o ekranowych miłościach), o procesie pisania i czytania czy o kłamstwie.
Tematy, które podejmuje Ferrante, są przeróżne – literackie i codzienne, kulturalne i etyczne, osobiste i uniwersalne. Trafny jest więc tytuł nadany temu zbiorowi. „Przygodne” myśli spisywane są jakby od niechcenia, jednak intrygują i budzą chęć dorzucenia własnych trzech groszy do wątków rozwijanych przez autorkę Genialnej przyjaciółki.
Jest jeszcze coś. Czytając kolejne felietony, miałam nieodparte wrażenie, że sama podobnie ujęłabym niejedną kwestię lub – przeciwnie – mam całkiem inne zdanie, które w trakcie lektury zaczynało przybierać kształt gotowego tekstu. W końcu pojawiło się w mojej głowie niewyraźne pytanie. Od mglistego „A gdyby tak…?”, przez „A co, jeśli ja też bym…?” po kształt ostateczny: ” A może ja też spróbowałabym swoich sił w podobnej formie?”.
Zatem próbuję. Zaczynam od dziś. Nie zamierzam powielać zagadnień, które podejmowała Elena Ferrante. Nie chcę też naśladować jej stylu. I sama będę decydować, o czym i kiedy pojawi się kolejny tekst. Bo tematy przychodzą do mnie z zaskoczenia: w drodze do pracy, podczas gotowania obiadu, w trakcie czytania książki lub oglądania filmu, nad ranem, w południe lub w środku nocy. Albo przez długi czas w ogóle się nie pojawiają.
Równolegle do pisania czytam i namacalnie poznaję gatunek felietonu, który – choć ma zasadnicze reguły – często ulega modyfikacjom w zależności od intencji autora. I to chyba jest właśnie jedna z zasadniczych reguł tej formy. Podoba mi się to.
Co z tego wszystkiego wyniknie? Okaże się wkrótce albo nieco później. I na wszelki wypadek zapamiętajcie – to wszystko przez Elenę Ferrante!◾