Odbiór muzyki filmowej dzielę (na swój użytek) na trzy rodzaje: słuchanie muzyki podczas seansu w kinie (w połączeniu z obrazem), słuchanie muzyki z soundtracku (opracowanej specjalnie na potrzeby wydania albumowego) oraz odbiór muzyki podczas koncertów (opracowanej pod kątem wykonania na żywo). Każdy sposób obcowania z kompozycjami filmowymi dostarcza mi nieco innych wrażeń. I każdy jest dla mnie równie cenny i emocjonujący, nawet wtedy, gdy niektóre filmowe tematy znam na pamięć lub słyszałam je już wielokrotnie w różnych wersjach i okolicznościach. Dlatego też zdarza mi się ponownie obejrzeć film tylko po to, by móc podziwiać doskonałą relację zbudowaną między obrazem a dźwiękiem, często wracam też do playlist złożonych z moich ulubionych tematów (na przykład do tej: KLIK), by doświadczyć tych samych emocji, które dany utwór wywołał we mnie przy pierwszym spotkaniu.

Tak samo mam z koncertami muzyki filmowej – mimo że w repertuarze znajduję utwory, które nie są mi obce, chętnie wybieram się na takie wydarzenia, bo każde kolejne wykonanie muzyki na żywo może przynieść coś zaskakującego. Tak też się stało podczas koncertu, jaki odbył się 18 sierpnia 2024 w Centrum Kulturalno-Kongresowym Jordanki w Toruniu w ramach 28. Międzynarodowego Festiwalu Nova Muzyka i Architektura.

Toruńska Orkiestra Symfoniczna pod kierunkiem Krzysztofa Dobosiewicza rozpoczęła wieczór dość nietypowym zestawem: obok energicznego tematu The Eye of Tiger z filmu Rocky III wykonała mroczny motyw Johna Williamsa ze Szczęk, by po chwili za sprawą melodyjnej kompozycji Angelo Badalamentiego przenieść słuchaczy do miasteczka Twin Peaks. W programie koncertu pojawił się jeszcze jeden serialowy motyw – Gra o tron Ramina Djawadiego.

Pozwólcie w tym miejscu na małą dygresję. Ogromnie cieszy mnie fakt, że od wielu już lat muzyka pisana do seriali kręconych przez platformy typu Netflix, HBO czy Disney jest traktowana przez producentów tak samo poważnie jak muzyka do filmów kinowych. Angażowanie profesjonalnych (i niejednokrotnie wcześniej nagradzanych) kompozytorów, którzy na potrzeby kilku lub kilkunastu odcinków tworzą bogatą ilustrację muzyczną, sprawia, że serialowe tematy stają się tak samo popularne i ponadczasowe, jak tematy filmowe. Co więcej – równie dobrze wypadają one podczas koncertów. Gra o tron jest tego doskonałym przykładem – nawet ktoś, kto nie oglądał serialu, łatwo rozpozna utwór z czołówki już po kilku pierwszych dźwiękach.

Oprócz filmowej i serialowej muzyki Krzysztof Dobosiewicz wraz z toruńskimi artystami zaprezentowali kilka utworów z gier video (m.in. z gry Warcraft, Minecraft, Civilisation). Być może dla niektórych melomanów, przyzwyczajonych do orkiestrowych wykonań muzyki klasycznej i (na drodze wyjątku) filmowej, obecność muzyki z gier w programie koncertu może wydawać się nie na miejscu. Podobnie jednak jak w przypadku seriali, wiele gier video otrzymuje wielowarstwową, pisaną z pasją i zaangażowaniem muzyczną ilustrację, której partytura dostosowana do wydania albumowego lub wykonania koncertowego potrafi zachwycać, podobnie jak muzyka filmowa czy klasyczna. Dowodem na to niech będą choćby koncerty muzyki z gier, odbywające się w ramach Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie.

Podczas wieczoru spędzonego na toruńskich Jordankach kilkakrotnie usłyszałam muzykę Johna Williamsa. Poza wspomnianym tematem ze Szczęk orkiestra wykonała piękną suitę z filmu Park Jurajski, a także przebogatą kompozycję z filmu Harry Potter i Kamień Filozoficzny. Baśniowo wybrzmiał też temat Danny’ego Elfmana z Edwarda Nożycorękiego, a za sprawą muzyki Howarda Shore’a na dłuższą chwilę przeniosłam się do mojego ukochanego Śródziemia. W programie znalazła się również kompilacja motywów z Gladiatora oraz z filmu Batman. Początek.

Przy tych dwóch utworach autorstwa Hansa Zimmera poczułam, że w powietrzu trochę brakuje mocy, którą mają w sobie oryginalne filmowe realizacje tych dwóch kompozycji. Odwzorowanie potęgi brzmienia muzyki Zimmera w warunkach sali koncertowej, nawet przy udziale pełnego składu orkiestry, jest trudnym zadaniem. Aranżacje, które znamy z filmów (a które utrwalamy sobie często podczas wielokrotnych przesłuchań z albumów) są często wykonywane przy udziale zwiększonego składu instrumentalnego, nierzadko z chórem, a także z zastosowaniem elektronicznych modyfikacji. W przełożeniu na klasyczny zespół symfoniczny, mimo fantastycznej dyspozycji muzyków, najlepszych intencji dyrygenta i usilnych starań dźwiękowców, Zimmer pozostaje kompozytorem problematycznym. Nie oznacza to jednak, że powinno się unikać wykonywania jego utworów na koncertach. Jeśli zaś ktoś chce doświadczyć na żywo potęgi muzyki z Gladiatora, Incepcji, Batmana czy choćby Piratów z Karaibów, niech wybierze się na koncert z udziałem samego kompozytora. Uwierzcie mi – do dziś mam ciarki na samo wspomnienie tego wydarzenia, w którym brałam udział w kwietniu 2016 roku w Gdańsku, a które odbyło się w ramach trasy koncertowej Hans Zimmer Live On Tour (pisałam o nim TUTAJ].

W finale wieczoru Toruńska Orkiestra Symfoniczna po raz kolejny udowodniła, że żaden repertuar nie jest jej straszny. Wykonała bowiem dość nietypową i skomplikowaną suitę Dona Davisa z Matriksa. W przestrzeni sali na Jordankach czuć było metaliczny dźwięk oraz zmienność tempa i dynamikę, charakterystyczną dla muzyki z filmu rodzeństwa Wachowskich. Aby uspokoić emocje słuchaczy, Krzysztof Dobosiewicz wybrał na bis przepiękną i wzruszającą melodię Ennia Morricone z Cinema Paradiso. Któż jej nie zna i któż jej nie kocha?

W odróżnieniu od koncertów, w których miałam przyjemność uczestniczyć w przeszłości, dobór tematów muzycznych w programie toruńskiej imprezy opierał się na ciekawym koncepcie. Zamiast zaprezentować jeden rozpoznawalny motyw z danego filmu, orkiestra grała kilka często mniej popularnych tematów, złączonych w jedną suitę. Gdy wybrzmiały pierwsze nuty melodii z Władcy Pierścieni, sądziłam, że rozwiną się one w motyw Shire, Drużyny Pierścienia lub choćby The Bridge of Khazad Dum. Usłyszałam jednak kilka mniej rozwiniętych i mniej charakterystycznych wątków napisanych przez Howarda Shore’a. Odniosłam wrażenie, że podobnie stało się w przypadku muzyki Johna Williamsa z Parku Jurajskiego. I gdy już miałam ochotę obrazić się na cały świat, a przynajmniej na autora programu, pomyślałam sobie, że może właśnie tak powinno być, że zamiast oklepanych (choć przepięknych i wspaniałych) tematów, które rozpozna niemal każdy kinoman, warto prezentować na koncertach muzyki filmowej tematy nieco mniej znane, a niekiedy równie piękne. Może takie autorskie podejście do repertuaru koncertowego będzie dobrym sposobem na urozmaicenie i uatrakcyjnienie programów oraz pozwoli uniknąć rutyny w popularyzowaniu tego gatunku.

Bardzo się stęskniłam za żywiołem muzyki filmowej, a niedzielny koncert tę tęsknotę pozwolił nieco załagodzić. Ogromna w tym zasługa Toruńskiej Orkiestry Symfonicznej, która – jak już wspomniałam – nie boi się podjąć żadnego wyzwania i za każdym razem dostarcza publiczności intensywnych emocji i wzruszeń. Wielkie dzięki również dla dyrygenta Krzysztofa Dobosiewicza, który od samego wejścia wprowadził swobodną i ciepłą atmosferę, zachęcając słuchaczy do aktywnego udziału w koncercie.◾

[Foto: Maciej Zieliński. Za zdjęcia dziękuję organizatorom.]

Dodaj komentarz