
Wchodząc do Sali Kolumnowej Centrum Sztuki Współczesnej „Znaki Czasu” w Toruniu, zanurzam się w mroku. Dopiero po chwili, gdy oczy przyzwyczają się do ciemności, dostrzegam ogromne ekrany rozmieszczone wzdłuż ścian i pośrodku przestrzeni. Docierają do mnie słowa wypowiadane znajomym głosem, lecz z każdej strony głos ten ma nieco inną barwę.
Widzę wnętrze eleganckiej willi, starą fabrykę, zadymiony lokal, salon, laboratorium, scenę w teatrze, studio telewizyjne, salę lekcyjną, cmentarz, biura w korporacji… Zbliżając się do kolejnych ekranów, zauważam, że na każdym z nich (poza jednym) centralną postacią jest kobieta. Jej wygląd wpisuje się w otaczającą ją przestrzeń. Kobieta coś mówi. Na początku trudno jest mi zrozumieć sens wypowiedzi, jednak już po chwili dochodzi do mnie, że wszystkie dotyczą jednego – SZTUKI.
W swojej wielkoformatowej instalacji filmowej z 2015 roku pt. Manifesto Julian Rosefeldt prezentuje fragmenty manifestów artystycznych XX wieku. Wśród cytowanych tekstów pojawiają się m.in. postulaty sytuacjonistów, futurystów, konstruktywistów, dadaistów, kreacjonistów, surrealistów czy minimalistów. Ze słów zawartych w pismach programowych poszczególnych nurtów Rosefeldt stworzył swoisty kolaż poglądów i stwierdzeń, które miały poruszyć wyobraźnię współczesnych im artystów i nakierować społeczeństwo na nowe tory myślenia i kreacji.
W zamyśle autora wystawa ma przemawiać przede wszystkim słowem, które jest wyrazem buntu i gniewu, jaki zrodził się wobec zastanej rzeczywistości. Ten bunt i ten gniew mają swoje źródło nie w agresji populistów czy w fałszu fake newsów i brutalności hejtu. Wywodzą się raczej z pragnienia zmiany, z chęci przebudzenia człowieka i jego świadomości. Bunt i gniew, jakimi kipią słowa manifestów, mają moc tworzenia, nie destrukcji.
Poglądy prezentowane w monologach czy dialogach wypełniających Manifesto nie są spójne; znaleźć w nich można stwierdzenia, które wzajemnie się wykluczają. Mam jednak wrażenie, że istotą tej instalacji nie jest nakłonienie widza do przyjęcia jednej określonej perspektywy. Chodzi raczej o to, aby pośród chaosu codzienności usłyszeć głos artystów, którzy w swoich manifestach próbują tę codzienność uporządkować. Chodzi o to, aby dostrzec, że sztuka nie jest obojętna na to, co dzieje się wokół, lecz reaguje na otoczenie i sama poszukuje sposobu na wyrażenie obaw czy zachwytów. Chce mieć moc sprawczą, moc wprowadzania zmian, moc naprawy świata. Posiada samoświadomość, ma poczucie tożsamości i odrębności.
Jedna rzecz zdaniem Juliana Rosefeldta łączy prezentowane manifesty – mimo ich różnorodności. Zrodziły się one w młodych umysłach, krytycznych wobec współczesnych im czasów i poszukujących nowych ścieżek twórczych.
Koncepcja artystyczna instalacji umożliwia przechodzenie od ekranu do ekranu, wsłuchiwanie się w całe wypowiedzi lub w ich fragmenty, śledzenie obrazów w różnej kolejności i od dowolnej chwili ich trwania. Można też zamknąć oczy i zatopić się w wielogłosie, który wypełnia przestrzeń sali. Filmy są zapętlone, a każdy z nich biegnie własnym rytmem, któremu widz mimowolnie się poddaje. Jest jednak jeden moment, w którym obrazy i dźwięki są zsynchronizowane. Dzieje się to w chwili, w której postaci wypowiadają słowa śpiewnym tonem, zwracając się w stronę widza. Po chwili jednak powracają do swojej roli i kontynuują przerwane zajęcia.
Każdy z filmów trwa dziesięć i pół minuty (z wyjątkiem jednego, 4-minutowego). Obejrzenie całości zajmuje zatem tyle czasu, ile zajęłoby oglądanie pełnometrażowego dzieła. Twórcy instalacji, łącząc wszystkie jej elementy w spójną całość, umożliwili widzom również taki sposób odbioru. Dzięki temu Manifesto złożone pierwotnie z 13 mniejszych ekranów trafiło na wielki ekran kinowy. Taka wersja dzieła Juliana Rosenfeldta ułatwia skupienie się na konkretnym wątku, na określonej przestrzeni i na jednym obliczu Cate Blanchett – bo to właśnie ona wciela się w 13 osób głoszących artystyczne idee.
Wspominam o australijskiej aktorce dopiero teraz, jednak nie oznacza to, że chcę umniejszyć jej rolę w projekcie. Przeciwnie – jej zdolność do przeobrażania się w różne postaci czy umiejętność zmiany wyrazu twarzy, brzmienia głosu i sposobu poruszania się są nieprzeciętne. Cate równie przekonująco wypada jako matka, nauczycielka, punkowa wokalistka czy… bezdomny mężczyzna. Każde oblicze Cate jest naturalne, a ich wyrazistość podkreślają kostiumy i charakteryzacja.
Dlaczego jednak o Cate Blanchett piszę na końcu? Ponieważ odnoszę wrażenie, że mimo iż nazwisko aktorki budzi ogromne emocje, a fakt pojawienia się jej w Toruniu rozgrzał publiczność, to organizatorzy postarali się, aby we właściwy sposób rozłożyć akcenty związane z prezentacją wystawy. Idę zatem tym tropem. Owszem, odtwórczynią głównej roli jest rozpoznawalna i ceniona aktorka, jednak w przypadku Manifesto niezwykle istotny – o ile nie najważniejszy – jest sam zamysł i jego realizacja. Występ (a właściwie występy) Cate Blanchett ogląda się z zachwytem, ale na uwagę i uznanie zasługuje też praca pozostałych członków ekipy. Bardzo dobrze się zatem stało, że podczas konferencji prasowej, zorganizowanej tuż przed wernisażem, obecni byli: Julian Rosefeldt (reżyser i autor scenariusza), Christoph Krauss (autor zdjęć), Bina Daigeler (kostiumografka), Bobby Good (montażysta), Erwin Prib (scenograf) i Wassili Zygouris (producent). Dzięki ich obecności i dzięki skupieniu się na innych dziedzinach niż aktorstwo, można było nieco więcej dowiedzieć się o samym projekcie i o pracy nad wykonaniem przyjętej koncepcji.
Cate Blanchett pojawiła się natomiast razem z twórcami na wernisażu, by zaprosić widzów do oglądania instalacji Juliana Rosefeldta. Aktorka miała też do nas jedną prośbę: aby w trakcie zwiedzania wystawy wyłączyć smartfony i bez przeszkód zanurzyć się w słowach i dźwiękach; by być tu i teraz, by spotkać się twarzą w twarz z ideami prezentowanych manifestów i poświęcić im całą swoją uwagę.
Tę prośbę spełniłam w wielką przyjemnością. Wsłuchiwałam się w hipnotyzujący głos Cate, śledziłam jej przenikliwe spojrzenie i odkrywałam sensy wypowiadanych zdań.
I niespodziewanie zaczęłam odczuwać potrzebę zbudowania własnego manifestu…
Wystawa Juliana Rosefeldta prezentowana jest w Centrum Sztuki Współczesnej „Znaki Czasu” w Toruniu do 17 stycznia 2025 roku.
Kuratorem wystawy jest Marek Żydowicz, Dyrektor Festiwalu EnergaCAMERIMAGE. Wystawa powstała we współpracy z Anną Kompanowską, Dyrektor Centrum Sztuki Współczesnej „Znaki Czasu” w Toruniu.
Jeśli chcielibyście dowiedzieć się więcej na temat instalacji Juliana Rosefeldta, kliknijcie TUTAJ. Link odsyła do strony internetowej artysty. ◼