Francusko-amerykańsko-meksykański musical w reżyserii Jacquesa Audiarda to dla mnie największe filmowe zaskoczenie minionego sezonu. Patrząc na liczbę i rangę przyznanych nagród (Brązowa Żaba na Festiwalu EnergaCAMERIMAGE; 5 wyróżnień Europejskiej Akademii Filmowej; Złota Palma w Cannes; 4 Złote Globy) oraz nominacji (11 do nagród BAFTA, 13 do Oscara), nie można zaprzeczyć, że Emilia Pérez to jedno z największych filmowych wydarzeń roku 2024 na świecie.

Od pierwszej sekwencji, w której Zoe Saldaña – pełna buntu i gniewu – pisze (wyśpiewuje, wykrzykuje) mowę w obronie przestępy, wiedząc, że jest winny zbrodni, film nabiera tempa i rytmu, nie tracąc ich do samego końca. Porywająca jest tu choreografia, dynamiczny jest montaż, a zdjęcia zachwycają jaskrawymi kolorami, dostosowaniem odcieni do poszczególnych wątków, a także ciekawą koncepcją zatrzymania i wyciemnienia tła oraz wyeksponowania postaci, które w danym momencie są najistotniejsze. Świat, w którym żyją bohaterowie filmu – a szczególnie kobiety – jest bezwzględny, jednak w obiektywie Paula Guilhaume’a staje się okrutnie piękny.

Obraz Jacquesa Audiarda kipi od emocji, dźwięków, ruchu i barw. Największą zasługę ma w tym fenomenalne kobiece trio: Karla Sofía Gascón (Emilia), Zoe Saldaña (Rita) i Selena Gomez (Jessi). Ich aktorskie kreacje porywają żywiołowością i rozdzierają serce. Silne charaktery ścierają się, ale jednocześnie walczą o to samo – o niezależność, o wolność i o szczęście. Tragizm ich sytuacji polega na tym, że każda z kobiet rozumie te pojęcia inaczej, a pragnienia jednej często kolidują z pragnieniami pozostałych; w opozycji do ich dążeń stoi jeszcze potężniejsza siła – okoliczności, w jakich przyszło im żyć.

Jacques Audiard, który jest nie tylko reżyserem, ale także współautorem adaptacji scenariusza, umiejętnie unika zbanalizowania i karykaturalnego przejaskrawienia tematów, które podejmuje. Potrafi je przywoływać we właściwym czasie i w odpowiednich proporcjach. Korupcja i bezradność władz, terror siany przez przywódców karteli wśród zwykłych mieszkańców, nierówności społeczne, brutalna dominacja mężczyzn w przestrzeni zawodowej i rodzinnej, a także kwestia poszukiwania własnej tożsamości (zawodowej, osobistej czy płciowej) – wszystko to w filmie jest wyważone i potraktowane z szacunkiem. Powiązanie wątku społecznego z indywidualnymi dramatami głównych postaci ukazane zostało jako gęsta sieć wzajemnych zależności, od których nie sposób się uwolnić. A wszelkie próby samodzielności zawsze niosą ze sobą konsekwencje – często dramatyczne i nieodwracalne.

Od wspomnianej pierwszej sekwencji aż do finału ani na moment nie łudzimy się, że musicalowa konwencja została przyjęta po to, by złagodzić wymowę filmu. Piosenki nie są tu estetycznym dodatkiem czy artystycznym wabikiem, który ma przyciągnąć melodią i tańcem. Utwory i choreografia stanowią integralny element narracji, odsłaniają uczucia i pragnienia postaci, komentują wydarzenia z perspektywy bohaterek lub eksponują tło. Raz są gniewne, innym razem liryczne. Taki jest też świat, w którym żyje Emilia, Rita i Jessi. Jakże odmienny jest świat, o którym marzą…

To niespełnione marzenie w przejmujących słowach wyraża piosenka Mi Camino śpiewana przez Selenę Gomez:

Chcę siebie kochać
Kochaj mnie taką, jaka jestem
Chcę kochać dziewczynę, którą nie pozwolili mi być
Chcę pokochać babcię, którą może się stanę
Chcę kochać siebie każdego dnia, w każdej godzinie, w każdej sekundzie
Chcę kochać siebie tak, jak chcę być kochana

Polska premiera filmu zaplanowana jest na 28 lutego 2025. Szukajcie jednak pokazów przedpremierowych, które na pewno już niedługo pojawią się w kinach studyjnych. ◾

Dodaj komentarz