
Trzymam w ręku maleńką książeczkę. Jest wielkości tradycyjnej koperty do listów, grzbiet grubości centymetra. Ma szarą okładkę, z której patrzy na mnie zdeformowana twarz – artystyczna wizja Hermenegilda Sabata, argentyńsko-urugwajskiego karykaturzysty. U góry okładki dość duży napis – BORGES, poniżej nieco mniejszy – „Autobiografia”.
Kiedy odbierałam przesyłkę z paczkomatu, zdziwiła mnie wielkość pudełka, które wyjęłam ze skrytki. Myślałam nawet, że nadawca się pomylił i wysłał mi inny niewielki produkt – zamiast autobiografii jednego z największych i najbardziej inspirujących pisarzy XX wieku, bibliofila, ociemniałego dyrektora Biblioteki Narodowej w Buenos Aires. Znając nieco historię i twórczość Jorge Luisa Borgesa, spodziewałam się solidnego tomu pełnego opowieści, faktów i anegdot.
Otrzymałam jednak coś znacznie więcej.
Warto wiedzieć, że mamy do czynienia z książką, której treść była przez autora dyktowana, a nie pisana. Gdy 71-letni Borges zdecydował się opowiedzieć o swoim życiu – o rodzinie, podróżach, inspiracjach i dziełach – był już niewidomy. Miał jednak wokół siebie ludzi, którzy czytali mu książki i spisywali tworzone przez niego teksty. Jedną z takich osób był Norman Thomas di Giovanni. Borges współpracował z nim w latach 1967-1972. To właśnie on wysłuchał, zanotował i opracował Autobiografię argentyńskiego pisarza. Ukazała się w 1970 roku w magazynie „The New Yorker” – w języku angielskim – z zastrzeżeniem autora, aby tekst nigdy nie został opublikowany w jego ojczystym języku hiszpańskim. Warunek ten pozwoliła uchylić dopiero jego żona – María Kodama – zezwalając na publikację hiszpańskiego tłumaczenia Autobiografii dopiero w 1999 roku, 13 lat po śmierci Borgesa.
Autor Biblioteki Babel wspomina dzieciństwo spędzone w Argentynie (urodził się w 1899 roku w Buenos Aires) i wpływ, jaki na młodego Jorge miało angielskie pochodzenie jego ojca i literackie zamiłowania obojga rodziców. Borges wzrastał wśród książek anglojęzycznych i angielskich przekładów literatury europejskiej. Przyznał nawet, że Don Kichota Cervantesa po raz pierwszy przeczytał właśnie po angielsku, a gdy poznał tekst w oryginale, uznał go za „nieudolne tłumaczenie”.
Później były podróże po Europie (nauka w Genewie, wyjazdy do Włoch, Szwajcarii, na Majorkę, do Madrytu), dalej – powrót do Buenos Aires i pierwsze próby poetyckie. Wspomnienia Borgesa pozwalają poznać fundamenty jego późniejszej twórczości – to niezwykłe połączenie kultury i literatury europejskiej z tradycją i historią Argentyny, zapisaną w burzliwych losach rodziny i społeczeństwa.
Ważne dla pisarza były nie tylko wybitne dzieła i ich twórcy, ale też konkretni ludzie, którzy kształtowali jego światopogląd na różnych etapach życia. Portrety wielu z nich zarysował Borges w swoim tekście – niekiedy z dozą ironii czy uszczypliwości, zawsze jednak z uznaniem i wdzięcznością.
Do własnych dzieł Borges podchodził z dużym dystansem, posuniętym niekiedy do tego stopnia, że w kolejnych wydaniach wprowadzał znaczące zmiany lub całkowicie usuwał niektóre teksty. Autor Fikcji lubił eksperymentować z gatunkami, językiem i konwencjami. Pisał wiersze, szkice, eseje i opowiadania, powieść zaś uważał za formę zbyteczną. Tak twierdził we wspomnianym tomie:
Układanie obszernych książek to pracowite i zubożające szaleństwo: rozwijanie na pięciuset stronach idei, której doskonały ustny wykład zajmuje kilka minut.
Stał się zatem Borges mistrzem krótkich form i do ostatnich chwil doskonalił swój warsztat i język, osiągając w tych dziedzinach mistrzostwo.
Wybiegłam jednak nieco w przyszłość, ponieważ zanim Borges stał się cenionym na całym świecie prozaikiem, przez 9 lat przeżywał katusze jako starszy bibliotekarz w bibliotece Miguel Cané, mając już jednak na koncie sporo publikacji. Komiczny opis absurdalnych czynności i atmosfery panującej wśród pracowników biblioteki nie oddaje frustracji, jaka zapewne towarzyszyła mu każdego dnia. Jak się później okaże, praca w Bibliotece Narodowej w Buenos Aires na stanowisku dyrektora, które objął w 1955 roku jako sławny już pisarz, będzie zupełnie, zupełnie inna.
Sława, podobnie jak ślepota, podążała ze mną krok w krok – tak mówi Borges na początku rozdziału noszącego tytuł „Lata obfitości”. Dziedziczna wada wzroku, objawiająca się stopniową jego utratą (cierpiał na nią ojciec), była ogromnym ciężarem, ale nie powstrzymała Borgesa przed tworzeniem, pracą wykładowcy czy podróżowaniem. Mówiąc o problemach z widzeniem, nie użala się on nad sobą, co w przypadku człowieka, dla którego książki są jak powietrze, a ich pisanie i czytanie – codziennym oddechem, jest godne podziwu. Jak jednak twierdzi, tracąc wzrok przez lata, nie nagle, miał czas na oswojenie się z mrokiem.
Na ostatnich stronach swojej Autobiografii Borges snuje plany na przyszłość. Choć wtedy jeszcze o tym nie wiedział, w ciągu kolejnych 16 lat, jakie pozostały mu z życia, uda mu się wiele z nich zrealizować. Jako 71-latek zamierza: dalej podróżować, zacząć nową książkę „o Dantem, Arioście i średniowiecznych tematach nordyckich” czy „przejrzeć i być może napisać na nowo” powieść swojego ojca. Pisarz nie żegna się z czytelnikami ani z życiem. Przeciwnie – osiągnąwszy dojrzałość jako człowiek i pisarz, kroczy dalej z entuzjazmem i poczuciem spełnienia.
Pozwólcie, że przywołam na koniec ostatni akapit Autobiografii – pokazuje on, co tak naprawdę było dla Borgesa najważniejsze:
Sądzę, że najlepsze książki mam już za sobą. Napawa mnie to kojącym zadowoleniem i spokojem. Nie uważam jednak, że wszystko już napisałem. Młodość w pewien sposób wydaje mi się teraz bliższa niż wówczas, gdy byłem młody. Już nie myślę, jak ongiś, że szczęście jest nieosiągalne. Teraz wiem, że może nas spotkać w każdej chwili, ale nigdy nie należy go szukać. Jeśli chodzi o niepowodzenie i sławę, wydają mi się nieistotne i nie dbam o nie. Teraz pragnę jedynie spokoju, rozkoszy myślenia i przyjaźni, a także, chociaż żądam może zbyt wiele, uczucia miłości i bycia kochanym.
Piękne słowa, prawda? ◾
Jorge Luis Borges przy współpracy Normana Thomasa do Giovanni, Autobiografia, przełożył Adam Elbanowski, Prószyński i S-ka, Warszawa 2023.