W ciszy tkwi milion niewypowiedzianych historii – motto zawarte w tomiku poezji Bartosza Konopnickiego pt. Zapisy promieniowania nakreśla sposób odczytywania kolejnych wierszy szeptanych bezgłośnie w mieszkaniu w jednym z wielu bloków stojących w moim lub twoim mieście. Bo aby przeżyć to, o czym one opowiadają, i aby dostrzec, jak wiele podobnych, lecz nie opisanych scen rozgrywa się wokół mnie, muszę zamilknąć i wsłuchać się w otaczającą mnie przestrzeń.

Są tu zwyczajne meble, balkon z pelargoniami i zegar. Wszystko jakby znajome… Jest też ktoś – babcia, matka? Ktoś obdarzony życiową mądrością, która uczy akceptacji niedoskonałej codzienności, często naznaczonej cierpieniem duszy, bólem ciała, lękiem przed przemijaniem i śmiercią. Motyw vanitas pojawia się zwłaszcza w pierwszej części tomiku, gdy czytam o starszej osobie, o jej fizycznych dolegliwościach i ograniczeniach, o zmaganiu się z upływem czasu. Słyszę tykanie wskazówek płynących po tarczy, obserwuję mijające dni, godziny, minuty – i wpadam w ich rytm, przemijając wraz z nimi. Prowadzona przez proste słowa, dotykam największej zagadki wszechświata.

Choć rzeczywistość w tomie Zapisy promieniowania jest często monotonna, szara, przesiąknięta obawą i poczuciem bezradności, to pojawiają się w niej też chwile jasne i budzące nadzieję. Częstym gościem w wierszach jest koliber – maleńki ptak o barwnych piórkach, który symbolizuje radość, pogodę ducha i witalność. Jest też ciepłe wspomnienie dzieciństwa jako czasu szczęśliwego, wolnego od trosk. Choć okres ten bezpowrotnie przeminął, to możliwość przywołania go w pamięci przynosi ulgę i uspokaja.

W wierszach Bartosza Konopnickiego nie znalazłam oznak buntu wobec zasad rządzących życiem, nad którymi nie mamy żadnej władzy. Nie ma też rozpaczliwego wołania o ratunek czy desperackich okrzyków bezradności. Emocje są jakby przygaszone, ale na pewno nie stłumione. Odnoszę wrażenie, że ich intensywność tonowana jest przez mądrość, którą każdy z nas zdobywa z biegiem lat i której uczą nas starsze pokolenia. „Życie przemija – mówią – ale tak ułożony jest świat i takim należy go przyjąć”. Jak osiągnąć taką postawę? Poprzez cichą akceptację świata niedoskonałego i czerpanie sił z przebłysków jego piękna.

Na ile te nauki poprawiają mój nastrój i nastawienie do życia? Na pewno nie na tyle, by zapomnieć o tym, że przeminę i pozostawię wszystko, co dla mnie drogie. Tak jak bohater liryczny tytułowego wiersza Zapisy promieniowania – na razie jestem zdrowa. Tak mówią wyniki moich badań. Co jednak będzie, gdy mnie nie będzie? I jeszcze ostatnie słowa, które autor umieszcza w wierszu zamykającym tomik: chodźmy spać. Czy sen jest rozwiązaniem naszych dylematów, lęków i problemów? I o jakim mówimy śnie – o tym, który przynosi wytchnienie (Hypnos), czy o jego bliźniaczym bracie, który zsyła na nas sen ostateczny (Tanatos)?

Takie podejście do spraw życia, przemijania i śmierci, jakie prezentuje poeta, jest mi bardzo bliskie. Być może wynika to z podobnego wieku, w jakim oboje się znajdujemy, być może z podobnych doświadczeń. Cieszy mnie to, że w postawie autora nie czuć arogancji czy nonszalancji, nie ma w niej przekonania o wyższości człowieka nad rzeczywistością i o tym, że ma on moc wpływania na rzeczy, które zostały ustalone i są niezmienne.

Jest natomiast wyraźnie wyczuwalny szacunek do tego, co dziś często uznaje się za nieistotne, małe i śmieszne: prostota, czułość, wyciszenie, cierpliwość, skłonność do refleksji oraz gotowość do słuchania, obserwowania i bycia pouczanym. Jest w tym jakaś urzekająca zwyczajność. I dzięki niej właśnie tomik Bartosza Konopnickiego jest niezwyczajny, a przez to – bardzo cenny. ◾


Dodaj komentarz