Książka Rachel Feder zupełnie do mnie nie trafiła. Powiem więcej – wzbudziła we mnie złość i oburzenie, drażniąc mnie jako miłośniczkę prozy Jane Austen, jako nałogową czytelniczkę i jako filologa. Co takiego się w tej książce wydarzyło? Już tłumaczę.

Zacznijmy od tytułu. Określenie „mit Darcy’ego” to według autorki „fantazja, że osoba, która początkowo wydaje się arogancka i bezczelna, przemieni się w twoją bratnią duszę, jeśli się tylko o to postarasz. A ostatecznie staje się atrakcyjniejsza, bo trzeba było ją przekonywać.”1

Gdybyśmy pozostali przy tej definicji i poszukali tekstów kultury, w których realizowany jest ten schemat, zapewne udałoby się nam stworzyć ciekawy katalog przykładów literackich, filmowych czy serialowych, w których możemy dostrzec relacje podobne do tych z Dumy i uprzedzenia.. Sądząc po statusie autorki, która jest literaturoznawcą oraz adiunktem na Uniwersytecie w Denver (Feder specjalizuje się w brytyjskiej literaturze XVIII i XIX wieku), liczyłam na solidną analizę motywu wywodzącego się z powieści Austen i na intrygującą interpretację wybranych nawiązań kulturowych.

Otrzymałam jednak książkę, w której zebrany materiał służy autorce do budowania mało przekonującego uzasadnienia wątpliwych tez. Cały wywód prowadzony jest zaś chaotycznie i wybiórczo.

Czytajmy, jak nam się podoba

To prawda, że Jane Austen pisała w czasach, w których powieści grozy cieszyły się ogromną popularnością. To prawda, że jedną ze swoich książek (Opactwo w Northanger) wzbogaciła o elementy typowe dla tego gatunku. Nie oznacza to jednak, że cech gotycyzmu mamy doszukiwać się w innych jej dziełach. Na przykład stwierdzenie, że „od pierwszej strony akcja Dumy i uprzedzenia toczy się w nawiedzonym domu, choć widmo, które po nim krąży, ma związek ze śmiercią, do której jeszcze nie doszło”3, jest nadużyciem. Chodzi o postać pana Bennetta, który oczywiście kiedyś zakończy swój żywot; nie dzieje się to jednak w książce. Ten realny, lecz niespełniony w powieści fakt, nie powoduje lęku przed duchem męża i ojca z przyszłości, natomiast napędza panią Bennett do szybkich działań matrymonialnych.

Idźmy dalej. Odczytywanie postaci pana Darcy’ego w zestawieniu z bohaterem powieści Mary Shelley, jest moim zdaniem również nietrafione. „Darcy – podobnie do stwora Frankensteina – jest szczególnym rodzajem potwora, kolażem lęków i pragnień, czarnym charakterem i amantem, wybawcą i drapieżcą. Jako postać fascynuje i dziwnie pociąga, ale daleko mu do mężczyzny idealnego.”4 Mieszając dwa odmienne gatunki: powieść obyczajową i powieść grozy (z elementami science-fiction), Feder próbuje wymóc na nas wiarę w to, że Austen celowo stworzyła potwora Darcy’ego na wzór Frankensteina. Takie założenie jest jednak niemożliwe z prostej przyczyny: Duma i uprzedzenie została opublikowana w 1813 roku, pięć lat przed Frankensteinem Mary Shelley. Zatem jeśli w panu Darcym dostrzegamy cechy koszmarnego eksperymentu naukowego, to już nasz osobisty problem; nie mieszajmy w to Jane Austen.

I jeszcze jedno – panu Darcy’emu „daleko do mężczyzny idealnego”, bo w powieściach angielskiej autorki nie ma postaci idealnych. Krytyczna wizja społeczeństwa, często przyjmująca cechy satyry i karykatury, jest dosadna i nie oszczędza nikogo. Świat Austen nie jest doskonały. Nie wszyscy żyją długo i szczęśliwie, czasem z własnej winy (związek Wickhama i Lydii nie będzie usłany różami), a czasem z powodów obiektywnych (Charlotta rezygnuje z uczucia i wychodzi za Collinsa wyłącznie z rozsądku). Bohaterowie doświadczają odrzucenia, rozczarowania i samotności. Przyjęta konwencja łagodzi jednak drastyczne wydarzenia, nie po to, by je zlekceważyć i ukryć, ale by wpleść je subtelnie w tkankę fabularną i tylko co jakiś czas boleśnie nas ukłuć. To nie horror, gdzie leje się krew. To inteligentna i perfekcyjnie zbudowana historia o relacjach społecznych. Tylko tyle i aż tyle.

Zaś zastosowane przez Feder określenie „codzienny rozlew krwi w kapitalistycznym patriarchacie” w odniesieniu do wydarzeń opisywanych w powieściach Austen zapiera mi dech w piersi i każe zamilknąć.

Zła austen, biedne kobiety

Ta teza ma znaleźć poparcie w szeroko przywoływanych relacjach kobiet, które w szczerych rozmowach z autorką opowiadały o swoich miłosnych rozczarowaniach. Większość historii została zinterpretowana jednoznacznie jako konsekwencje lektury powieści Austen i przyjęcia przez panie roli ofiary w relacjach z mężczyznami.

Brnąc przez kolejne wypowiedzi, odnosiłam coraz silniejsze wrażenie, że autorka nie potrafi zdecydować się na jeden tok myślenia. Z jednej strony Feder robi wszystko, by udowodnić winę Darcy’ego oraz jemu podobnych i pokazać kobiety jako niewinne ofiary podstępnych i drapieżnych mężczyzn, z drugiej zaś strony – czyni z kobiet nieudolne marionetki, pozbawiając je rozumu, trzeźwego osądu i zdolności do racjonalnego postępowania.

Nie podważam prawdziwości historii przywoływanych przez Feder. Niepokoją mnie jednak wnioski wyciągane na ich podstawie przez autorkę. Czy naprawdę tak silnie kierują nami wzorce literackie, medialne czy te opisywane w piosenkach Taylor Swift (bo i takie nawiązanie pojawia się u Feder), że bardziej lub mniej świadomie upodabniamy się do wytworów ludzkiej wyobraźni, lekceważąc własny zdrowy rozsądek? Jeśli tak, to ja coś w swoim życiu przegapiłam. I żeby nie było wątpliwości – nie żałuję.

Darcy jest wszędzie

Pisałam na początku, że poszukiwanie tekstów kultury, w których odnajdziemy typ pana Darcy’ego, mogłoby przynieść ciekawe efekty. Nie dodałam jednak, że Rachel Feder to właśnie robi. Faktycznie, autorka wymienia sporo tekstów, w których – według niej – „mit Darcy’ego” występuje w różnych odmianach i realizacjach. Problem polega na tym, że nawiązania te – zarówno literackie, jak i telewizyjno-kinowe – albo zawierają skojarzenia tak odległe, że aż niemożliwe do przyjęcia, albo są przywołane w tak chaotyczny i pobieżny sposób, że trudno uchwycić ich sens, albo wreszcie są tak niskiej jakości artystycznej, że aż dziwne się wydaje, że stały się one obiektem analizy badaczki literatury.

Pozwólcie, że wymienię kilka tytułów, na których autorka Mitu Darcy’ego opiera swoje dociekania. Specjalnie wyliczam je w przypadkowej kolejności, bo podobnie, bez wyraźnego uporządkowania, pojawiają się one na stronach książki: serial Bridgertonowie (na podstawie książek Julii Quinn), powieści Sally Rooney (Normalni ludzie, Rozmowy z przyjaciółmi), Frankenstein Mary Shelley, Carmilla J. Sheridana Le Fanu, baśń Piękna i Bestia i Czerwony Kapturek, saga Zmierzch Stephenie Meyer, serial Plotkara, Dziewczyny i Jezioro marzeń, Wichrowe Wzgórza Emily Brontë, teksty George’a Byrona, piosenka All Too Well Taylor Swift, album Sour Olivii Rodrigo, film Kiedy Harry poznał Sally czy Pięćdziesiąt twarzy Greya i – mój „ulubiony” przykład – telewizyjne show Kawalerowie do wzięcia. Do tego większość tekstów kultury, którymi żongluje autorka, analizowanych jest pobieżnie (czasem to tylko przywołanie tytułu). Co więcej – mam wrażenie, że często traktowane są one fragmentarycznie, z pominięciem ważnych aspektów, które jednak nie pasują do założeń rozważanych w danym momencie. Nie tak powinien postępować filolog i wykładowca uniwersytecki; nie tak powinien być traktowany materiał literacki czy filmowy; nie tak należy traktować studentów i czytelników…

Pojęcie mitu i wulgaryzmy

Mam też wątpliwości co do poprawności określenia zastosowanego w tytule. „Mit Darcy’ego”, który z takim uporem charakteryzuje autorka, bardziej przypomina „stereotyp” lub „typ”, a nie „mit” w ujęciu kulturowym. Dociekania Claude’a Lévi-Straussa, Micrei Eliadego, Carla Gustava Junga, Johna R.R. Tolkiena czy Mary Midgley świadczą o tym, że mit to dużo, dużo więcej niż wąski wachlarz cech bohatera literackiego wymyślonego przez Jane Austen, który ponoć jest odpowiedzialny za nieszczęśliwe związki większości kobiet.

W końcu – nie zgadzam się na stosowanie przez literaturoznawcę i naukowca wulgarnych słów w książce. Uważam, że taki styl nie przystoi osobie wykonującej zawód wykładowcy uniwersyteckiego i badacza literatury. Powinno się to spotkać ze sprzeciwem kolegów z uczelni i amerykańskiego wydawcy. Swobodny styl, na którym widocznie zależy autorce, można było uzyskać w ciekawszy i bardziej elegancki sposób. Skończyło się jednak na prymitywnych zabiegach, mało estetycznych i nieprofesjonalnych.

Wróćmy do prawdziwego pana Darcy’ego

Nie sięgajcie zatem po książkę Rachel Feder. Nie dajcie się skusić czerwono-różowej okładce, serduszku nad „i” w słowie „mit” w tytule, krótkim rozdziałom, quizom rodem z prasy młodzieżowej („A czy Ty uganiasz się za panem Darcym?”) czy wstawkom na czarnych stronach, na których prezentowany jest „Poczet Darcych”. Chyba że chcecie dowiedzieć się, ile z Darcy’ego jest w byłym chłopaku Olivii Rodrigo czy w uczestnikach reality show The Bachelor. Wtedy czytajcie. Ale nie mówcie, że nie ostrzegałam…

Tymczasem odkładam książkę Feder na najniższą półkę w mojej biblioteczce, a z najwyższej zdejmuję przepiękne wydanie Dumy i uprzedzenia Jane Austen (czarne, w jedwabnej kwiecistej oprawie, z wydawnictwa Świat Książki) i zapadam się w nieśmiałych i spragnionych uczucia oczach pana Darcy’ego, który tak strasznie został potraktowany przez amerykańską autorkę… ◾

  1. Rachel Feder, Mit Darcy’ego, s. 27. ↩︎
  2. Tamże, s. 65. ↩︎
  3. Tamże, s. 73. ↩︎
  4. Tamże, s. 65. ↩︎

Dodaj komentarz