W zamku położonym w głębi mrocznego lasu spotykają się obcy ludzie – podróżnicy, mający za sobą długą i niebezpieczną drogę. W kamiennej warowni znajdują schronienie, ciepły posiłek, smaczne trunki i towarzystwo. W podobnych okolicznościach odnajdują się bohaterowie, którzy trafili do gospody otoczonej ciemnym lasem. W jasnych i przytulnych wnętrzach korzystają z dobrodziejstw kuchni i piwniczki. Zdawać by się mogło, że w obu tych miejscach – w zamku i w gospodzie – słychać gwar i głośne rozmowy biesiadników. W zamku bardziej stonowane i eleganckie, w gospodzie – żywiołowe i swobodne. Nic bardziej mylnego.

W prozie Itala Calvina to, co oczywiste, często nabiera cech niesamowitości. Tak dzieje się i tym razem. Przekraczając próg zamku i gospody, bohaterowie tracą zdolność mówienia. Choć ruszają ustami, z ich krtani nie wydobywa się ani jeden dźwięk mowy. Słychać stukanie naczyń i sztućców, mlaskanie i odgłosy jedzenia, ale w żadnej z obu sal jadalnych nie wybrzmiewa ludzki głos. Podróżni jednak chcą opowiedzieć swoje losy pozostałym towarzyszom, dlatego znajdują sposób, aby bez słów przekazać to, co ich spotkało. Wykorzystując karty tarota, układają obrazkowe historie, wspomagając się mimiką i gestami i licząc na to, że obserwujący domyślą się prawdy.

Czytelnik obu opowiadań znajdujących się w zbiorze – Zamku krzyżujących się losów oraz Gospody krzyżujących się losów – ma pomocnika w postaci narratora, który próbuje nadać poszczególnym kartom znaczenie i powiązać je ze sobą tak, aby stworzyły sensowne i spójne historie. Ułatwieniem dla nas są zamieszczone na marginesach odpowiednie ilustracje przedstawiające właśnie te karty, które bohaterowie wykładają na stół. Nie możemy jednak być do końca pewni, że to, co czytamy, jest zgodne z intencjami opowiadających. O potencjalnym charakterze fabuł przypominają bowiem stosowane przez narratora słowa i zwroty: może, zapewne, być może, moglibyśmy domniemywać, jak sądzę; odnajdziemy też tryb przypuszczający czy pytania retoryczne. Językowa struktura opowiadań każe nam zachować dystans wobec tego, co czytamy; jednocześnie pozwala budować własne ścieżki powiązań. Pomagają w tym zamieszczone na końcach obu części ilustracje przedstawiające ostateczne układy kart, które służyły bohaterom do snucia historii. Czytelnik może pokusić się o własne interpretacje – o ile oczywiście uda się mu to zrobić, stosując ustalone przez autora reguły (m.in. tę, że jedna karta może mieć różne znaczenia, lub tę, że nie wolno zmieniać położenia kart względem siebie).

Przyznam, że bardziej niż treść opowiadanych historii zaciekawiła mnie właśnie metoda, według której zbudowane zostały oba opowiadania. Pisze o niej sam Calvino w załączonej do pierwszego włoskiego wydania Nocie z 1973 roku, którą znajdziemy w nowym wydaniu Państwowego Instytutu Wydawniczego zamieszczonej pod tytułem Od Autora. Oto jej fragment:

Zacząłem od tarota marsylskiego, starając się tak rozłożyć karty, aby tworzyły one kolejne sceny piktograficznej opowieści. Kiedy przypadkowo zestawione ze sobą karty układały się w jakąś sensowną historię, zaczynałem ją spisywać; zgromadziłem w ten sposób spory materiał; mogę powiedzieć, że większa część „Gospody krzyżujących się losów” została napisana w tej fazie; nie zdołałem jednak ułożyć kart w takim porządku, który by zawarł większość opowieści i nimi zawiadywał; nieustannie zmieniałem reguły gry, jej ogólną strukturę, narracyjne rozwiązania. [s. 166-167]

Zatem źródłem historii opowiadanych przez bohaterów Zamku… są karty tarota, a właściwie dwa ich rodzaje: XV-wieczne, iluminowane, kolorowe karty wykonane dla książąt Mediolanu oraz późniejsze, bardziej powszechne, czarno-białe karty marsylskie. Autor nie posługuje się jednak ich znaczeniem „magicznym”, nie nadaje im mocy przepowiadania przyszłości czy kreowania rzeczywistości. Skupia się wyłącznie na ich potencjale symbolicznym, na graficznych elementach widniejących na ilustracjach, interpretując je według kulturowych odwołań i skojarzeń. Calvino nie byłby jednak sobą, gdyby poprzestał na swobodnym odczytywaniu znaczeń i budowaniu poszczególnych fabuł wyłącznie w oparciu o ilustracje widniejące na kartach. Ważną rolę pełnią w opowieściach znane teksty literackie („literackie adresy” – jak je nazywa Calvino) – to one wyznaczają kolejne fazy opowiadanych historii. W losach naszych bohaterów odnajdziemy zatem sceny z życia tytułowej postaci z Orlanda szalonego Ariosta, rozpoznamy nawiązania do tragedii Szekspira: Hamleta, Makbeta i Króla Leara; spotkamy Parsifala z opowieści arturiańskich i Doktora Fausta.

Wszystkie elementy tej karciano-literacko-kulturowej układanki pasują do siebie doskonale. Śledzenie zaś powiązań i odniesień, jakie na wielu płaszczyznach buduje Calvino, i rozpoznawanie źródeł inspiracji, z jakich korzystał autor, dają czytelnikowi ogromną satysfakcję.

W jednej z części opowiadania o gospodzie, gdzie Calvino snuje autotematyczne refleksje na temat struktury opowieści, autor tworzy wizję alternatywnej metody tworzenia tekstu: Sztuczkę, która polega na układaniu kart w szeregu i wyprowadzaniu z nich ciągu opowieści, mógłbym powtórzyć także z obrazami w muzeach […]. [s. 142]

Te słowa uruchomiły w mojej wyobraźni szereg potencjalnych graficznych zestawień i ich fabularnych interpretacji, np. historie oparte na dziełach jednego malarza albo na obrazach zawierających jeden temat lub motyw; opowieści osnute wokół zdjęć zamieszczonych w albumach rodzinnych czy przypadkowych fotografiach znalezionych w mediach społecznościowych… Nie wiem, co na to powiedziałby Calvino. Mam jednak powody przypuszczać, że mógłby na te pomysły spojrzeć przychylnie. W nocie Od Autora przyznał bowiem, że na pewnym etapie tworzenia swoich opowieści kusiła go perspektywa zbudowania trzeciego tekstu – po Zamku… i Gospodzie… – w którym odwoływałby się nie do kart tarota, lecz do ilustracji zawartych w jednym ze współczesnych komiksów; opowiadanie – według Calvina – mogłoby nosić tytuł Motel krzyżujących się losów. Autor zarzucił jednak ten pomysł, wyznając, że w jego twórczej wyobraźni ta formuła budowania tekstów już się wyczerpała i nadszedł czas na poszukiwanie innych metod pracy nad tekstem literackim.

Uwielbiam spotkania z twórczością Itala Calvina. To jeden z twórców, który (podobnie jak Umberto Eco, Jorge Luis Borges czy Alberto Manguel) dostarcza mi intelektualnej rozrywki, jednocześnie odkrywając przede mną nieskończone możliwości języka i nieograniczony potencjał literatury – zarówno na poziomie treści, jak i formy. A Zamek krzyżujących się losów to kolejny tekst, który budzi we mnie właśnie takie odczucia. Mam nadzieję, że podobnie jak ja, będziecie się z nim dobrze bawić. ◾


Dodaj komentarz