Jak wspaniale Aya Kōda pisze o drzewach Japonii! Z jakim podziwem dla ich piękna i dostojeństwa. Z jakim uznaniem dla ich kolorów, kształtów i zwyczajów. Z jakim znawstwem na temat ich biologii, etapów wzrostu czy występowania poszczególnych gatunków. I z jakim zaciekawieniem i determinacją w odkrywaniu ich siedlisk, w poznawaniu ich doświadczeń, przeszłości i użyteczności.

Czytając eseje Kōdy, miałam wrażenie, że czytam o ludziach – nie o drzewach. Bo i sama autorka dostrzega w nich istoty, które się rodzą, żyją, czują, walczą, dorastają i umierają. Niezwykła jest ta czułość, ta wrażliwość, ta nadzwyczajna pasja do poszukiwania rzadkich okazów, mających tysiąc, a nawet siedem tysięcy lat! Wspaniałe jest to pragnienie ujrzenia na własne oczy glicynii, cyprysów, klonów czy kryptomerii, które raczej trwają w ziemi niż rosną, przeżywając kataklizmy, nawałnice, mijanie pokoleń i epok.

Opowieści autorki to często opisy podróży do lasów porastających trudno dostępne miejsca: deszczowe i błotniste wyspy czy wysokie góry. To spotkania z mistrzami architektury lub pracownikami tartaków, traktującymi drewno nie tylko jako trwały budulec, ale jako żywy materiał, z którego powstają świątynie czy meble. To wreszcie osobiste wspomnienia: z dzieciństwa, z młodości, z życia dorosłej – a w końcu starej kobiety, która poświęciła swoje życie na obserwację i badanie drzewostanów Japonii.

Aya Kōda częściej niż na zbiorowiskach leśnych skupia się na pojedynczych okazach – z niesamowitą uważnością opisuje ich korzenie, korę, gałęzie, liście i korony. Mówiąc o fakturze, barwie i wzorach, jakie tworzą się na pniach, posługuje się porównaniem do tkaniny, z jakiej uszyte jest kimono. Tak: Kōda widzi drzewa ubrane w kimona – eleganckie i strojne. A bogate opisy, pobudzające wszystkie zmysły, sprawiają, że moje palce zaczynają bezwiednie poszukiwać tych gładkich lub chropowatych powierzchni kory, tych delikatnych żyłek uwypuklonych na liściach, tych giętkich gałązek nad ziemią, grubych korzeni ukrytych w gruncie czy koron rozświetlonych przez promienie słońca.

Nie można czytać esejów Kōdy w pośpiechu. Aby czerpać pełną przyjemność z ich lektury, trzeba dać sobie i tekstom czas; trzeba się zatrzymać i trwać, tak jak opisywane drzewa: w słońcu i deszczu, w burzy i wietrze. Tylko wtedy zdołamy zauważyć każdy nakreślony liść, każdą grudkę na korze, każdy odcień zieleni i brązu; każdy pączek skrywający zalążek nowego życia. Dlatego to, co pisze autorka, bliskie jest poezji – w intensywności środków artystycznych, w plastycznych opisach drzew, w ekspresji wrażeń i emocji, a także w subiektywnej perspektywie przyjętej przez Kōdę. I choć Japonka zapewne nie znała twórczości Leopolda Staffa, to z pewnością podzieliłaby jego zachwyt wyrażony w słowach wiersza: O, cóż jest piękniejszego niż wysokie drzewa… (Wysokie drzewa z tomu pod tym samym tytułem, 1932).

Książka japońskiej autorki to także lekcja uważności, którą warto przenieść z sytuacji czytania do codziennego życia. Dajmy się oczarować, tak jak Aya Kōda, urodą drzew, które mijamy każdego dnia, biegnąc do pracy czy spacerując w parku. Nie traktujmy ich jak niemego i przypadkowego tła dla naszego pośpiechu czy relaksu. One pojawiły się tu na długo przed nami i będą trwać, kiedy nas już nie będzie. Już to czyni je wyjątkowymi i wartymi naszej uwagi, szacunku i podziwu. ◾


Dodaj komentarz