
Międzynarodowy Dzień Muzyki, który przypada 1 października, ma już pięćdziesięcioletnią tradycję. Po raz pierwszy święto obchodzone było w 1975 roku z inicjatywy lorda Yehudiego Menuhina, amerykańskiego wirtuoza skrzypiec i dyrygenta, ówczesnego prezesa Międzynarodowej Rady Muzyki (IMC) działającej pod patronatem UNESCO. Jak napisano w liście do członków organizacji, celem ustanowienia tego dnia jest między innymi promocja muzyki wśród wszystkich grup społecznych oraz wdrażanie idei pokoju i przyjaźni między narodami, rozwoju ich kultur, wymiany doświadczeń i wzajemnego doceniania ich wartości estetycznych.1
Wczytując się we wspomniany list, odnoszę wrażenie, że założenia związane z ustanowieniem święta opierają się na przekonaniu o uniwersalnym charakterze muzyki i o tym, że jako dziedzina działalności człowieka ma ona moc przekraczania granic – społecznych, państwowych, kulturowych czy światopoglądowych. Pisze o tym również Marcin Zdunik, wiolonczelista, solista i kameralista, autor tegorocznego Przesłania na Międzynarodowy Dzień Muzyki, opublikowanego przez Narodowy Instytut Muzyki i Tańca:
Muzyka jest niezwykłym językiem komunikacji między ludźmi. Nadawca — artysta — ubiera w dźwięki swoje bardzo konkretne nieraz wyobrażenia i myśli, słuchacz z tych samych dźwięków odczytuje zupełnie inny komunikat, ale w tej wielości znaczeń nie ma żadnej sprzeczności ani nieporozumienia. W świecie dźwięków operujemy symbolicznym, subiektywnym kodem, który w dużym stopniu jest uniwersalny — rozumieją go ludzie różnych kultur i języków. Z drugiej jednak strony, każdy odczytuje ten kod przy pomocy własnej, jedynej w swoim rodzaju maszyny szyfrującej — naszej wrażliwości. Dlatego muzykę rozumiemy wszyscy, choć każdy inaczej.2
Trudno nie zgodzić się z takim podejściem. I trudno nie doceniać wszelkich wysiłków, które prowadzą do realizacji celów założonych przez Yehudiego Menuhina pół wieku temu.
Nie mam też wątpliwości co do słuszności stwierdzenia, że muzyka jest dobrem ludzkości. Obecna już w kulturach pierwotnych, w różnych częściach świata i na różnych etapach rozwoju cywilizacji muzyka towarzyszyła człowiekowi na rozmaite sposoby: jako element rytuałów plemiennych i praktyk religijnych, jako forma komunikacji czy rozrywki, jako przejaw artystycznego wyrazu, jako istotna część dzieła scenicznego lub filmowego czy jako środek regulujący emocje (muzykoterapia). Muzyka była z człowiekiem zawsze i wszędzie. W obecnych czasach niekiedy chcielibyśmy nawet, aby choć na moment zamilkła – gdy chodzimy po galeriach handlowych lub jeździmy autobusem. Ale nie o taką obecność muzyki mi chodzi, gdy piszę o niej jako o dobru ludzkości.
Nie każdy utwór muzyczny napisany lub wykonywany przez człowieka ma wartość dla kultury czy dziedzictwa – to oczywiste. Muzyka jako autonomiczna dyscyplina jest jednak jedną z podstawowych dziedzin sztuki, w której przedstawiciele gatunku ludzkiego osiągają szczyty doskonałości zarówno jako jej twórcy, jak i wykonawcy. Nie bez przyczyny co jakiś czas wysyłamy w kosmos nagrania wybitnych dzieł muzycznych jako wizytówkę naszej ziemskiej rasy. Nie dalej jak w maju tego roku Europejska Stacja Kosmiczna (ESA) z okazji 50-lecia swojego istnienia oraz w związku z 200. rocznicą urodzin kompozytora Johanna Straussa wysłała w kierunku sondy Voyager 1 sygnał zawierający cyfrowy zapis utworu Nad pięknym modrym Dunajem, nazywany skądinąd „hymnem kosmosu”.3 Niech mieszkańcy odległych galaktyk nam zazdroszczą!
Co roku Międzynarodowe Święto Muzyki kojarzy mi się jednak najbardziej z pierwszym rozdziałem książki Silmarillion J.R.R. Tolkiena. Muzyka nie jest tu jedynie melodią, nośnikiem emocji czy miłym towarzyszem. Nie jest nawet arcydziełem sztuki. Jest narzędziem stwarzania świata, którym posługuje się Eru – odwieczna i najwyższa istota – oraz zrodzeni z jego myśli i podlegli mu Ainurowie. Ich muzyka ma potężną moc powoływania do życia, a za jej sprawą pojawia się stworzenie, które wypełnia pierwotną Pustkę i czyni ją miejscem przyjaznym i bezpiecznym. Do czasu. Podobnie jak w biblijnym opisie stworzenia świata, ład nowej rzeczywistości burzy pycha jednej z istot, która buntuje się przeciwko Najwyższemu, wprowadzając do dzieła stworzenia fałszywe dźwięki – zło.
W Tolkienowskim opisie zachwyca mnie poetyckość języka, jego melodyjność i płynność. I muzyczność w dosłownym znaczeniu – poprzez obecność słów pochodzących ze słownika terminów muzycznych: harmonia, pieśń, dysonans, symfonia… Niezwykłe jest podobieństwo wydarzeń do opisu zawartego w Księdze Rodzaju. I intensywność emocji, które towarzyszą Eru i Ainurom w akcie stwarzania – najpierw radość z potęgi, piękna i dobra rodzącego się świata; później rozczarowanie i bezsilność wobec przebiegłych działań Melkora.
Nie zamierzam przeprowadzać dokładnej analizy i interpretacji pierwszego rozdziału Silmarillionu. Zrobili to już wielokrotnie komentatorzy twórczości autora Hobbita. Chciałabym jednak zaprosić Was do przeżycia aktu stwarzania świata poprzez spotkanie z samym tekstem Tolkiena. Choć jest on zapisany w postaci słów, wybrzmiewa jak najpiękniejszy temat muzyczny poddany Ainurom przez Ilúvatara…
John Ronald Reuel Tolkien, Silmarillion, Ainulindalë. Muzyka Ainurów (fragment)
Na początku był Eru, Jedyny, którego na obszarze Ardy nazywają Ilúvatarem; On to powołał do życia Ainurów, Istoty Święte, zrodzone z Jego myśli. Ci byli z Nim wcześniej, niż powstało wszystko inne. Rozmawiał z nimi i poddawał im tematy muzyczne. Ainurowie zaś śpiewali dla Niego i On radował się tą muzyką. Przez długi wszakże czas każdy Ainur śpiewał sam albo też łączył swój głos z kilku jedynie współbraćmi, a reszta słuchała. Każdy bowiem pojmował tylko tę cząstkę myśli Ilúvatara, z której się zrodził, a do zrozumienia swoich współbraci dochodził bardzo powoli. W miarę jednak, jak się wsłuchiwali, zaczynali rozumieć coraz głębiej, a głosy ich zespalały się w coraz doskonalszej harmonii.
Aż wreszcie Ilúvatar zgromadził wszystkich Ainurnów i objawił im potężny temat, odsłaniając rzeczy większe i wspanialsze niż te, które im przedtem dał poznać, a blask początku i wspaniałość zakończenia tak olśniły Ainurów, że pokłonili się Ilúvatarowi w milczeniu. Wówczas rzekł:
– Chcę, abyście z tego tematu, który wam objawiłem, rozwinęli harmonijną Wielką Muzykę, a ponieważ natchnąłem was Niezniszczalnym Płomieniem, możecie, jeśli chcecie, wzbogacić temat własnymi myślami i pomysłami. A ja będę słuchał i radował się, że za waszą sprawą wielkie piękno wcieli się w pieśń. Wtedy głosy Ainurów na podobieństwo harf i lutni, fletów i trąb, wiol i organów, i niezliczonych chórów wyśpiewujących słowa, zaczęły kształtować z tematu Ilúvatara Wielką Muzykę; z przeplatających się i nieustannie zmiennych melodii wzbiły się harmonijne dźwięki i popłynęły poza zasięg słuchu w głębie i wysokości, wypełniły przestrzeń, którą zamieszkiwał Ilúvatar, przelały się przez jej granicę; Muzyka i echa Muzyki rozległy się w Pustce, aż przestała być pustką.
Nigdy już później Ainurowie nie stworzyli równie wspaniałej muzyki, chociaż powiedziane jest, że chóry Ainurów i Dzieci Ilúvatara zaśpiewają piękniejszą jeszcze pieśń przed Jego obliczem po dopełnieniu się dni. Wówczas dopiero objawione przez Niego tematy znajdą wyraz doskonały i w tym samym momencie staną się Bytem […].
W tamtej wszakże godzinie Ilúvatar słuchał i przez pewien czas wydawało mu się, że to jest dobra muzyka, bo nie było w niej skazy. Lecz gdy temat rozwijał się dalej, w sercu Melkora zrodziła się chęć, żeby wpleść wątki wysnute z własnej wyobraźni, niezgodne z tematem Ilúvatara; chciał bowiem w ten sposób przydać swojej roli więcej mocy i blasku. […]
Niektóre z tych własnych myśli wprowadził do swojej muzyki i natychmiast powstały jaskrawe dysonanse, a ci, co śpiewali obok niego, zbici z tropu i zaniepokojeni, zgubili wątek melodii, kilku zaś spróbowało dostroić ją do głosu Melkora, zamiast urzeczywistniać pierwotny zamysł. Tak więc dysonanse wprowadzone przez Melkora rozprzestrzeniły się, a melodie przedtem rozbrzmiewające zatonęły w morzu skłóconych dźwięków. Ilúvatar słuchał i czekał, aż wreszcie jak gdyby burza rozszalała się nad Jego tronem, czarne fale ścierały się ze sobą w straszliwym gniewie i wydawało się, że nic nigdy już ich nie uśmierzy. Wtedy Ilúvatar wstał i Ainurowie zobaczyli, że się uśmiecha. Podniósł lewą rękę i natychmiast z chaosu wyłonił się nowy temat, zarazem podobny i niepodobny do pierwotnego, a muzyka stopniowo nabierała nowej siły i piękności. Lecz dysonanse Melkora znów się wzbiły zgrzytem ponad inne głosy i wojna dźwięków rozpętała się jeszcze gwałtowniej; wielu Ainurów w przygnębieniu umilkło, więc głos Melkora wziął górę nad całą muzyką. Po raz drugi Ilúvatar wstał i tym razem oblicze jego było surowe. Podniósł prawą rękę i oto trzeci temat wyłonił się z chaosu, odmienny od obu poprzednich. Z początku bowiem zdawał się łagodny i słodki, ledwie szemrzący melodyjnymi cudnymi dźwiękami, lecz nie dawał się przytłumić, wzmagał się stopniowo i pogłębiał. W końcu brzmiało to tak, jakby przed tronem Ilúvatara rozwijały się jednocześnie dwie symfonie, całkowicie różne. Jedna głęboka, rozlewna i piękna, lecz powolna i nasycona bezgranicznym smutkiem, który zdawał się głównym źródłem jej piękności. Druga osiągnęła wprawdzie teraz jakąś własną spójność, lecz była hałaśliwa, próżna i powtarzała swe motywy w nieskończoność; niewiele w niej było harmonii, tworzyła raczej krzykliwe unisono, jakby mnóstwo trąb grało w kółko kilka wciąż tych samych tonów. Ta druga starała się gwałtownością głosów zagłuszyć pierwszą, ale daremnie, bo tamta przejmowała z niej najbardziej tryumfalne dźwięki i wplatała je we własną uroczystą pieśń.
I gdy tak się zmagały dwie fale Muzyki, wstrząsając przybytkiem Ilúvatara i wprawiając w drżenie ciszę nigdy przedtem nieporuszoną, Ilúvatar po raz trzeci wstał, a tych, którzy spojrzeli na Jego oblicze zdjął lęk. Podniósł obie ręce i Muzyka urwała się na jednym akordzie, głębszym niż Otchłań i wyższym niż Firmament, przenikliwym jak światło oczu Ilúvatara.4
- https://imc-cim.org/international-music-day ↩︎
- https://nimit.pl/aktualnosci/przeslanie-na-miedzynarodowy-dzien-muzyki-2025 ↩︎
- https://polskieradio24.pl/artykul/3529201,wyjatkowa-rocznica-utwor-straussa-zostanie-wyslany-w-kosmos ↩︎
- John Ronald Reuel Tolkien, Silmarillion, przekład M. Skibniewska, Wydawnictwo Amber, Warszawa 2007. ↩︎