
W tym uroczym filmie Laury Piani jest wszystko, co kocham w komediach romantycznych. Zarys fabuły jest dość prosty, ale właśnie za to cenię scenariusze w tym gatunku. Agathe (Camille Rutherford), właścicielka paryskiej księgarni, miłośniczka powieści Jane Austen i początkująca pisarka przeżywa kryzys twórczy. Gdy zostaje zaproszona do angielskiej posiadłości na kurs pisania, niechętnie decyduje się na wyjazd, do którego namawia ją przyjaciel Félix (Pablo Pauly). Na miejscu bohaterka poznaje kilka innych osób czujących literackie powołanie; są też właściciele rezydencji – potomkowie pisarki, którzy dbają o spuściznę Austen. Jest też ich syn, Oliver (Charlie Anson), który powieści swojej pra-pra-pra-prababki uważa za przereklamowane.
Opowieść zaczyna się i kończy w księgarni Shakespeare and Company, położonej niedaleko katedry Notre Dame na lewym brzegu Sekwany. Jej nazwa nawiązuje do legendarnego sklepu z książkami, założonego przez Sylvię Beach w 1919 roku. To tam można było spotkać Ernesta Hemingwaya, F. Scotta Fitzgeralda czy Jamesa Joyce’a, którego Ulisses ukazał się dzięki wysiłkom wydawniczym ówczesnej właścicielki.1 Cudownie było znów znaleźć się między regałami paryskiej księgarni, którą miałam szczęście odwiedzić dwa lata temu.

Mamy zatem Paryż, mamy też angielską wieś, a w niej angielski ogród i posiadłość podobną do tych z powieści Jane Austen. To tam Agathe próbuje kontynuować pisanie książki, ale niewiele może zdziałać. Podziałają na nią jednak słowa Olivera, które usłyszy przy pożegnaniu: Pisanie jest jak bluszcz. Jak chwasty na rabacie. Potrzebuje ruin, by istnieć. Znajdź swoje ruiny. Piękne, prawda?
Oliver to przystojny, choć nieco mrukliwy Anglik, ale w życiu Agathe jest też sympatyczny, choć nieco rozwiązły Francuz Félix. Skoro więc są oni obaj, to pojawia się też dylemat, przed którym staje główna bohaterka: którego z nich wybrać? Wątek romantyczny prowadzony jest jednak bardzo subtelnie – poprzez oszczędne dialogi i ciepłe spojrzenia. Zaś finałowa scena, w której dwie samotne dusze odnajdują się w trakcie czytania wiersza pt. Ścieżka Jacka Hirschmana (poety, który jeszcze przed kilkoma laty był częstym gościem wieczorków poetyckich w prawdziwej Shakespeare and Company), stała się jednym z moich ulubionych zakończeń komedii miłosnych.
Go to your broken heart.
If you think you don’t have one, get one. To get one, be sincere.
Learn sincerity of intent by letting
life enter because you’re helpless, really,
to do otherwise.
Even as you try escaping, let it take you
and tear you open
like a letter sent
like a sentence inside
you’ve waited for all your life
though you’ve committed nothing.
Let it send you up.
Let it break you, heart.
Broken-heartedness is the beginning
of all real reception.
The ear of humility hears beyond the gates.
See the gates opening.
Feel your hands going akimbo on your hips,
your mouth opening like a womb
giving birth to your voice for the first time.
Go singing whirling into the glory
of being ecstatically simple.
Write the poem.
Film Laury Piani toczy się bardzo powoli, niemal sennie, wśród zieleni i śpiewu ptaków, i wśród cichych rozmów o życiu i literaturze, o codziennych radościach i smutkach. Pełno w nim króciutkich zabawnych scenek, jak choćby tej z zepsutym samochodem albo tej, w której Agathe spotyka alpaki. Można się pośmiać, można się i wzruszyć. To balsam dla duszy, radość dla oczu i miód na serce. W sam raz na początek wiosny. ◾
- O historii pierwszej księgarni Shakespeare and Company, o losach jej właścicielki Sylvii Beach oraz mozolnych pracach nad wydaniem Ulissesa przeczytacie w autobiograficznej książce samej Sylvii Beach, Shakespeare and Company (1956) oraz w powieści Księgarnia w Paryżu Kerri Maher (2024). ↩︎