Tym razem przed kolejną premierą w Operze Nova w Bydgoszczy jest jakoś inaczej… W foyer gromadzą się nie tylko dorośli, ale i dzieci. Jest większy gwar niż zwykle, więcej śmiechów, więcej radosnych rozmów, w których powaga i zamyślenie eleganckich kobiet i mężczyzn ustępuje miejsca żywiołowym dziecięcym komentarzom. Być może dla wielu z tych maluchów to pierwsza wizyta w operze… Najgłośniej jest tuż przy schodach prowadzących na pierwsze piętro. Dzieci domagają się zdjęć na tle rozświetlonej dekoracji: wysokich palm, wielkiej armaty i kukiełek zatrzymanych w locie pod sufitem.

Na sali czuć atmosferę wyczekiwania. Młodsza widownia wierci się w fotelach lub co chwilę wstaje, by zerknąć na scenę zasłoniętą kurtyną, która mieni się różowym brokatem. Tym razem jednak harmider mi nie przeszkadza. Obserwując niecierpliwe spojrzenia i zachwycone uśmiechy, myślę sobie, że ten wieczór może być dla młodych ludzi początkiem pięknej przygody, podczas której dadzą się oni uwieść magii sceny. Tak też się dzieje. Bo gdy kurtyna w końcu się unosi, wraz z nią wznoszą się magiczne dźwięki muzyki (tej orkiestrowej i tej wokalnej, obie prowadzone przez Jagodę Brajewską), a przed oczami wybucha feeria barw i świateł. Scenę wypełniają roztańczeni i rozśpiewani aktorzy ubrani w bajkowe kostiumy, którzy na tle przebogatej scenografii wykonują układy choreograficzne, a nawet akrobacje, które zapierają dech w piersiach (chwilami dosłownie!).

Musical Piotruś Pan i Wanda w reżyserii Agnieszki Płoszajskiej, którego premiera odbyła się 24 października 2026 w bydgoskiej operze, to spektakl przygotowany z wielkim rozmachem, przy którym bogactwo środków scenicznych nie przytłacza jednak widza i nie odsuwa istoty opowieści na drugi plan. Wyraźnie wybrzmiewają bowiem w scenariuszu Emila Płoszajskiego refleksje, które w swojej sztuce (a potem w powieści) zawarł James Matthew Barrie, autor Piotrusia Pana: dzieciństwo to nie tylko czas marzeń i beztroski, ale i okres trudnych doświadczeń i lęków przed przemijaniem, a nawet przed śmiercią (nie bez powodu jednym z dominujących kolorów w spektaklu jest fiolet…).

Szymon Godziemba-Trytek stworzył kompozycje melodyjne i różnorodne stylistycznie, oddające klimat określonej chwili. Piosenki ze słowami Agnieszki Płoszajskiej i Małgorzaty Szwajlik bawią i porywają, ale potrafią też wzruszyć i wywołać melancholię. Wykonywane przez solistów i chór, wydobywają szerokie możliwości wokalne artystów. Moją uwagę zwróciły szczególnie głosy Doroty Nowak (Wanda Darling) i Macieja Tomaszewskiego (Piotruś Pan), którzy stworzyli aktorski duet pełen humoru, ale i dramatyzmu; pięknie zaśpiewali też Simona Skrebutėnaitė (Pani Darling) i Janusz Żak (Hak).

Warstwa wizualna musicalu jest oszałamiająca. Kolorowa i pełna dźwięków Nibylandia stworzona przez Mariusza Napierałę zachwyca rozmachem i pomysłowością. Uroczy domek na drzewie, pagórek porośnięty niezwykłą roślinnością, statek piratów mający za dziób wielką czaszkę, a nade wszystko ogromny krokodyl (jego długi ogon i paszcza, która pomieści człowieka!) – wszystkie te elementy pobudzają wyobraźnię nie tylko dzieci, ale i dorosłych. Całość uzupełniają animacje multimedialne wyświetlane w tle oraz na transparentnym ekranie z przodu sceny, tworząc magiczne iluzje (wykonali je Zachariasz Jędrzejczyk i Veranika Siamionava). Światła zaś, reżyserowane przez Krzysztofa Gantnera, wydobywają z bajecznych dekoracji i kostiumów prawdziwą magię.

Istotnym składnikiem bydgoskiego musicalu jest złożona choreografia, obejmująca układy indywidualne, duety (Piotruś i Cień) czy sekwencje zbiorowe (taniec Zagubionych Chłopców, piratów czy wróżek). Fantastycznie wypadł w swojej roli tanecznej Artem Rybalchenko (Cień Piotrusia), a akrobacje wróżki Dzwonki, czyli Anny Czarnieckiej, wykonywane na szarfie zawieszonej kilka metrów nad sceną, były fenomenalne! Na dodatek Piotruś i Wanda naprawdę latają! Na scenie nieustannie panuje ruch, który angażuje uwagę widza, nie pozwalając mu ani na chwilę poczuć się znudzonym (to ważne szczególnie w kontekście młodego odbiorcy). Nie mogę nie wspomnieć o rolach dziecięcych – małym Piotrusiu (Antoni Kwintal), Janku (Ryszard Jaskulski) i Michałku (Jan Fryska) – które wypadły bardzo wdzięcznie i naturalnie; podobał mi się też występ chóru dziecięcego „Nova Voci” (Zapodziani Chłopcy) oraz dziewczynek ze Studia Baletowego Opery Nova (małe wróżki).

Trudno było wrócić z Nibylandii po takiej przygodzie. Sądząc po reakcjach najmłodszych widzów, musical porwał ich spójną opowieścią, bogactwem inscenizacji i urodą piosenek. Dorosłym zaś przypomniał o tym, że kiedyś też byli dziećmi. I że historia Piotrusia i Wandy jest też ich historią. Są w niej marzenia o lataniu i pierwsze miłości; są błędy i rozczarowania. Jest wspomnienie rodzinnego domu i bunt młodości. Jest i krokodyl, w którego trzewiach kryje się zegar odmierzający czas, jaki nam pozostał…◾

[Zdj. – materiały prasowe Opery Nova w Bydgoszczy]

Skomentuj